Wolontariusz senior
JAMRÓZ BOLESŁAW

JAMRÓZ BOLESŁAW

(1901–1944)


Na frontowej ścianie zabytkowej remizy strażackiej w Skawinie, zlokalizowanej przy ul. Mickiewicza 1, znajduje się tablica pamiątkowa ku czci komendanta tej placówki, bohaterskiego żołnierza z lat II wojny światowej — Bolesława Jamroza. Z umieszczonej tam fotografii patrzy na nas mądra, młoda jeszcze twarz naszego bohatera. Bolesław Jamróz miał 43 lata, gdy wraz z innymi więźniami został rozstrzelany przez hitlerowskich okupantów pod murem budynku przy ul. Botanicznej w Krakowie…
Bolesław Jamróz urodził się w Bielsku w roku 1901. Był najstarszym z licznego rodzeństwa, więc szybko musiał zdobyć zawód. Wyuczył się elektrotechniki i pracował w Cementowni w miejscowości Szczakowa opodal Jaworzna. Od młodzieńczych lat należał do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Gdy wybuchła wojna polsko-bolszewicka, jako dziewiętnastolatek zgłosił się na ochotnika do wojska i został telegrafistą w 12 Dywizji Piechoty. Po wojnie powrócił do swej pracy w Szczakowej. Pracowity i inteligentny, systematycznie zdobywał nowe umiejętności i pogłębiał swą wiedzę. Żywo interesował się fotografią i był świetnym radioamatorem. W 1929 r. ożenił się z piękną i delikatną Wandą Szymczakiewicz. Po roku przyszła na świat ich córeczka Halinka, a w 1933 r. – jej siostra Danusia. Właśnie wtedy Bolesław Jamróz stracił pracę… Na świecie trwał wielki kryzys, zamykano fabryki, panowało duże bezrobocie. On jednak nie poddał się! Był zbyt dobrym fachowcem i zbyt energicznym człowiekiem, by biernie czekać na poprawę sytuacji. Założył w Szczakowej swój własny zakład elektrotechniczny i nie tylko zarobił na utrzymanie siebie oraz swojej rodziny, ale także dał pracę innym.
Zupełnie przypadkowo dowiedział się, że magistrat w Skawinie (tak się wtedy potocznie mówiło o władzach miejskich) poszukuje dobrego fachowca na stanowisko kierownika Zakładu Elektrycznego. Zgłosił się, został przyjęty i w lecie 1938 r. cała, pięcioosobowa już rodzina, sprowadziła się do Skawiny. Pięcioosobowa, bo nieco wcześniej urodziła się kolejna córka – Bogusia. Praca w Skawinie okazała się dla Bolesława Jamróza ciekawa i inspirująca, warunki materialne bardzo dobre, a skawinianie, zwykle trochę nieufni wobec nowoprzybyłych, przyjęli rodzinę do swej społeczności. Jamrozowie byli uroczymi i dobrymi ludźmi. Wkrótce panu Bolesławowi powierzono funkcję komendanta Ochotniczej Straży Pożarnej.  Był to wyraz ogromnego doń zaufania… Zaufania, którego jako komendant nigdy nie zawiódł. To spokojne, szczęśliwe życie, przerwał wybuch drugiej wojny światowej. Udręka wojny, przerażenie rozmiarami wrześniowej klęski i okrutne rządy okupantów sparaliżowały cały naród. Wkrótce jednak zrodził się bunt przeciw zniewoleniu — organizował się ruch oporu. Jednym z pierwszych zarządzeń okupantów była konfiskata wszystkich aparatów radiowych. Kto przeżył okupację lub o niej czytał, ten wie, co groziło Polakom za posiadanie radia – albo śmierć, albo wywiezienie do obozu koncentracyjnego. Bolesław Jamróz nie tylko dobrze ukrył swój odbiornik, ale aż do dnia swego aresztowania systematycznie prowadził nasłuch radiowy. Przekazywane przez niego wiadomości z Londynu wykorzystywała podziemna prasa. Inne aparaty radiowe ukryte były w pompowni oraz w samym Zakładzie Elektrycznym. Do ruchu oporu wprowadził go Władysław Nazim. Jamróz został dowódcą plutonu Polskiego Oddziału Zbrojnego „Racławice”, a gdy na skutek reorganizacji w Skawinie powstał batalion AK „Biedronka”, powierzono mu stanowisko szefa kancelarii sztabu tego batalionu. Jego konspiracyjny pseudonim brzmiał „Strażak”. Okazało się, że stanowisko kierownika placówki energetycznej było znakomitą funkcją dla działań ruchu oporu. Nikogo, a zwłaszcza Niemców, nie dziwiło, że w zakładzie przebywało zawsze wielu ludzi. Bolesław Jamróz nieustannie spotykał się ze swymi współpracownikami, organizował przerzuty konspiracyjnej prasy, a pod pozorem ćwiczeń strażackich szkolił żołnierzy podziemia. Często, zwłaszcza w rozprowadzaniu gazetek, pomagała mu żona. Pani Wanda była kobietą słabego zdrowia, ale za to wielkiego hartu ducha.
Przy tym wszystkim małżeństwo Jamrozów bardzo dbało o rodzinę. W domu panowała serdeczna, pogodna atmosfera, a gdy na początku maja 1943 r. przyszło na świat kolejne dziecko, szczęście rodziny nie miało granic. Synek Jamrozów otrzymał ojcowskie imię Bolesław. Na pierwsze urodziny ojciec, wciąż zapalony fotograf, zrobił malcowi kilka zdjęć. Fotografie te nigdy jednak nie ujrzały one światła dziennego… Dwa dni po urodzinach Bolusia, o świcie, Bolesław Jamróz został aresztowany. W czasie rewizji nie znaleziono nic szczególnie obciążającego (radio zostało dobrze ukryte). Skonfiskowano jedynie aparat fotograficzny z urodzinowymi zdjęciami dziecka oraz lornetkę. Jeszcze tego samego dnia z domu i z miejsca pracy wyniesiono wszystko, co mogło obciążyć pana Bolesława. Wanda Jamrozowa rozpoczęła rozpaczliwe starania o zwolnienie męża z aresztu. Szukała kontaktów i dojść. Mieszkańcy Skawiny zebrali nawet pewną sumę pieniędzy na wykupienie go. Niestety, tym razem fortel taki nie udał się… Jeszcze w dniu aresztowania Bolesław Jamróz został przewieziony do Krakowa na ul. Pomorską, gdzie znajdowała się okryta złą sławą katownia gestapo.  Na wiele rodzin skawińskich, związanych z konspiracją, padł strach. Jamrozowi ufano bezgranicznie, ale stosowane przez hitlerowców metody przesłuchań nie były dla nikogo tajemnicą. Pytano: „Co będzie, jeśli nie wytrzyma?”
Bolesław Jamróz wytrzymał brutalne śledztwo… Skatowano go okrutnie, ale nie ujawnił Niemcom żadnych tajnych informacji. Toteż dalszych aresztowań nie było.
27 maja 1944 r. przy ul. Botanicznej w Krakowie, wraz z 39  innymi Polakami, Bolesław Jamróz oddał życie za ojczyznę. W Skawinie mieszkał tylko sześć lat, ale na zawsze pozostał w pamięci jej mieszkańców jako bohater i jako człowiek niezwykłej prawości i pracowitości. Jego pamięć uczczono tablicą pamiątkową, odsłoniętą uroczyście  3 maja 1995 r. Nazwisko Jamroza widnieje także na tablicy poświęconej bohaterom batalionu „Biedronka”, zlokalizowanej na cmentarzu w Skawinie…

 

autor: Anna Kudela

rysunek: Magdalena Szynkarczuk

 

Materiał opracowany w ramach współfinansowanego ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej projektu:

"Skawiniacy w siedmiomilowych butach – jesteśmy z jednej bajki"

 

Drukuj Drukuj