Wolontariusz senior
DULOWSKA ZOFIA

DULOWSKA ZOFIA

1893–1988


Na początku XX wieku Skawina znacznie się rozrosła. Przybyło też dzieciaków w obu szkołach, w związku z czym władze oświatowe zatrudniły kilkoro nowych nauczycieli. Wtedy właśnie rozpoczęła pracę w Skawinie pani Zofia Dulowska. Miała już chyba ponad trzydzieści lat i niemałe doświadczenie pedagogiczne. Wysoka, szczupła, ubierała się starannie i elegancko, lecz bez żadnej przesady. Była osobą niezamężną, ale bynajmniej nie samotną. Wraz z nią przybył do naszego miasta jej ojciec – staruszek i młodsza siostra, panna Marysia, która prowadziła ich dom. Nowa nauczycielka miała wysokie kwalifikacje do nauczania kilku przedmiotów, także fizyki. Była surowa i wymagająca, budziła powszechny szacunek, zwłaszcza że wymagała bardzo dużo, również od siebie. Ach, jak wspaniale potrafiła przekazywać wiedzę! Najmniej atrakcyjne tematy okazywały się nagle niezmiernie ciekawe, a wiadomości układały się w uczniowskich głowach tak łatwo, że właściwie niewiele czasu trzeba było poświęcić na naukę – wystarczyło przeczytać notatki z lekcji.
Kiedy Zofia Dulowska rozpoczynała pracę w Skawinie, szkoły mieściły się w dwóch budynkach — w obecnym Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym oraz w późniejszej Poradni Szkolno-Wychowawczej. W grudniu 1931 r. oddano do użytku nowoczesny, duży gmach szkolny z miejscem na boiska i ogródek. Wkrótce po przeprowadzce obu szkół dotychczasowa dyrektorka szkoły żeńskiej przeszła na emeryturę, a kierowanie placówką powierzono Zofii Dulowskiej, która pozostała na tym stanowisku do 1951 r. Nowa dyrektorka miała rozwinięty zmysł organizatorski, więc szkoła tętniła życiem. Działała w niej drużyna harcerska i gromada zuchowa, sklepik i kasa oszczędności (SKO), a uczniowie opiekowali się szkolnym ogródkiem. Wszystko to miało służyć lepszemu przygotowaniu dzieci do życia, wpojeniu im zaradności, szacunku dla pracy i systematyczności, a nade wszystko — miłości do niedawno odzyskanej Ojczyzny. Szkoła kierowana przez Zofię Dulowską nie tylko uczyła, ale też wychowywała.
We wrześniu 1939 r. rozpoczął się straszny czas okupacji niemieckiej i skawińskie dzieci zostały pozbawione swojej szkoły, którą zajęli okupanci. Dla rodziny Dulowskich oznaczało to wyrzucenie na bruk z dużego, komfortowego mieszkania służbowego. Pani Zofia znalazła mieszkanie na pięterku domu inż. Horna przy ul. Żwirki i Wigury. Znacznie trudniej było znaleźć miejsca, w których można było uczyć. Znaleziono jakieś salki zastępcze w różnych punktach miasta, ale było ich za mało dla dwóch siedmioklasowych szkół. Nauka odbywała się więc co drugi dzień: w poniedziałki, środy i piątki uczyła się szkołą żeńska, a we wtorki, czwartki i soboty — szkoła męska. Klasy miały miejsca stałe, nauczyciele przechodzili na przerwach tam, gdzie miała odbyć się kolejna lekcja. Kierowanie dużą szkołą w tych warunkach to był naprawdę trudny orzech do zgryzienia.
Jeszcze w jesieni 1939 r. władze okupacyjne zabroniły uczenia historii, geografii i literatury polskiej. Uczniom pozabierano podręczniki do tych przedmiotów, dyrekcjom szkół nakazano oddanie wszystkich map, globusów, atlasów i szkolnych bibliotek. Rozkazów Niemców nie można było zbagatelizować, bo ich niewykonanie groziło śmiercią. Do magistratów powędrowały więc globusy, część map oraz atlasów i znaczna część szkolnej biblioteki. Tylko część, bowiem pani Dulowska wydzieliła najważniejsze z map i z narażeniem życia, dzięki pomocy wielu odważnych ludzi, ukryła je przed okupantem. Wszystkie one przetrwały wojnę. To był chyba pierwszy odruch oporu wobec okupanta w naszym mieście.
Wkrótce pojawiły się kolejne przejawy buntu przeciwko władzom niemieckim. Zabronionej w szkole historii, geografii i literatury ojczystej zaczęto się uczyć po kryjomu w małych, kilkuosobowych grupkach, zwanych kompletami. Było to tzw. „tajne nauczanie”. Pani Dulowska jako jedna z pierwszych zaczęła je systematycznie prowadzić — w domach uczniów i u siebie. Miejsca spotkań kompletów zmieniano często, żeby nie zwracać uwagi Niemców, a także donosicieli, którymi wysługiwali się okupanci. Niestety, znaleźli się i tacy. Pewnego razu, jakoś na początku okupacji, ktoś złożył donos na panią Dyrektorkę, że zajmuje się kolportowaniem gazetek wydawanych przez ruch oporu. Przeprowadzono w jej domu gruntowną rewizję, ale niczego nie znaleziono. Nie było podstaw do zatrzymania jej.
W miarę upływu lat rozwinęło się tajne nauczanie i inne formy konspiracyjnego życia kulturalnego. W 1942 r. powstała w Skawinie Tajna Komisja Oświaty i Kultury, w skład której weszła także p. Zofia Dulowska. W zimie 1945 r., po sześciodniowych ciężkich walkach, Niemcy zostali wyparci ze Skawiny. Przez kilka tygodni szkoła mieściła polowy szpital, a gdy wojsko zwróciło ją cywilom, budynek wymagał gruntownego remontu. Pani Dyrektor i podległe jej nauczycielki miały pełne ręce roboty… Zbierano fundusze na remont, organizowano pomoc dla najbiedniejszych i najbardziej dotkniętych wojną rodzin, tworzono bibliotekę szkolną. Starania Dyrektorki wsparł dr Jerzy Polański, który przygotował rewię dziecięcą pt. Zaczarowana kapela, z której dochód walnie przyczynił się do szybkiego ukończenia prac remontowych.
Zofia Dulowska przeprowadziła powierzoną sobie szkołę przez najtrudniejsze lata wojny pierwszego powojennego pięciolecia. W 1951 r. utraciła swoje stanowisko. Dla ówczesnych władz nie była „wystarczająco postępowa”. Została dyrektorką wieczorowej szkoły podstawowej i z tego stanowiska przeszła na emeryturę. Dla swoich wychowanek była zawsze wzorem prawości i wierności zasadom. Zmarła mając lat 95. Na jej grobie, odnowionym staraniem jej dawnych wychowanek, widnieje napis: „Zasłużonej, Wieloletniej Dyrektorce Szkoły Żeńskiej w Skawinie – Uczennice”. Ta skromna inskrypcja wyraża wielką wdzięczność wielu pokoleń skawinianek.

autor: Anna Kudela

rysunek: Magdalena Szynkarczuk

 

Materiał opracowany w ramach współfinansowanego ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej projektu:

"Skawiniacy w siedmiomilowych butach – jesteśmy z jednej bajki"

Drukuj Drukuj