Wolontariusz senior
PACHEL FELIKS PIOTR

PACHEL FELIKS PIOTR

1844–1913


Życie Feliksa Piotra Pachla zaczęło się całkiem zwyczajnie. Urodził się 19 marca 1844 r. w Skawinie, jako czwarte dziecko piekarza Michała Pachla i jego żony Marianny. Uczęszczał do szkoły w rodzinnym mieście i skończył ją mając lat dwanaście. Uczył się dobrze, ale o dalszej nauce nie było mowy. Chłopiec zaczął praktykować w piekarni swojego ojca, a w wolnych chwilach dużo czytał. Pożyczał książki i gazety od Jana Dąbrowskiego — weterana powstania krakowskiego z 1846 r. Z ich wspólnych rozmów, a także z opowieści innych mieszkańców Skawiny młody Feliks uczył się historii Polski, miłości do ojczyzny oraz szacunku dla cesarza Napoleona Bonapartego, w którym Polacy przez lata widzieli nadzieję na odzyskanie wolności. Długo oszczędzał pieniądze, ażeby nabyć poczytną wówczas książkę Życie marszałków francuzkich z czasów Napoleona (Warszawa 1841). Poza tym świetnie znał literaturę polską i pięknie śpiewał.
Kiedy w styczniu 1863 r. w zaborze rosyjskim wybuchło powstanie narodowowyzwoleńcze, w Skawinie zawrzało. Niemal natychmiast po rozpoczęciu walk pierwsi skawinianie przekradli się przez rosyjsko-austriacką granicę. W wielkiej bitwie pod Miechowem, stoczonej 17 lutego, zostało rannych trzech mieszkańców naszego miasta. Feliks miał wówczas 19 lat i serce pełne miłości do Ojczyzny. Kiedy na progu swojego domu znalazł broszurkę o tragicznym położeniu Polaków w zaborze rosyjskim i okrutnym traktowaniu powstańców, przekradł się do Krakowa i wstąpił do oddziału gen. Aleksandra Waligórskiego. Ponieważ oddział miał wyruszyć do walki dopiero za kilka dni, Feliks postanowił wrócić do Skawiny, aby pożegnać się z rodzicami i przyjaciółmi. Wrócił do Skawiny sam… ale wyruszył z niej z dziesięcioma innymi ochotnikami, którzy postanowili podzielić los swego odważnego kolegi.
Z Krakowa na bój wyruszyło ponad tysiąc powstańców. Tuż przy granicy austriacko-rosyjskiej doszło do pierwszej bitwy. Rosjanie strzelali z północy, Austriacy – z południa. Oddział, wzięty w dwa ognie, nie miał żadnych szans. Wielu powstańców zginęło lub zostało rannych. Część trafiła do niewoli, reszta rozproszyła się w terenie. Feliks Pachel ukrył się w lesie. Odnalazł jeszcze jednego ochotnika i razem zamierzali dołączyć do innego oddziału powstańczego, jednak w czasie marszu schwytali ich żandarmi austriaccy. Obaj „buntownicy” znaleźli się w więzieniu w Leżajsku. Pachla zwolniono za poręczeniem naczelnika sądu w Skawinie Jana Kasperka. Ten zażądał od młodzieńca złożenia przysięgi, że więcej do powstania nie wróci i wypuścił go na wolność. Ale widocznie Feliks uważał, że słowo wymuszone siłą nie zobowiązuje, bo natychmiast po odzyskaniu wolności wrócił do powstania. Skierowano go w rejon Jasła, gdzie z powodzeniem werbował ochotników, oczywiście ukrywając się przed austriacką żandarmerią. Złapano go po paru miesiącach, w kościele na pasterce w Wigilię Bożego Narodzenia. Już po trzech dniach, 27 grudnia, uciekł z więzienia, przedostał się do Tarnobrzega i wstąpił do oddziału majora Karola Kality, ps. Rębajło. Po ciężkiej bitwie pod Opatowem Pachel dostał się do niewoli. Jako poddany Austrii nie podlegał sądom rosyjskim, więc zapędzono go pieszo do Sandomierza, skąd z trzema innymi jeńcami uciekł po krze na Wiśle. Byli wolni, ale wyczerpani, z nogami odmrożonymi, a na domiar złego — w okolicy nie było oddziałów powstańczych, do których mogliby się przyłączyć. W tej sytuacji Feliks Pachel wrócił do domu. Nie przewidział jednego —naczelnik Kasperek nie potrafił mu zapomnieć złamanego przyrzeczenia. Został skazany na rok ciężkiego więzienia, w kajdanach, bez prawa łaski. Wyrok odsiedział gównie w Wiśniczu.
Gdy wyszedł na wolność, sytuacja już była zupełnie inna. Powstanie upadło, pod zaborem rosyjskim zastosowano najostrzejsze kary wobec jego uczestników, kraj był zniszczony. W tej sytuacji ukształtował się nowy program polityczny — służyć Polsce solidną pracą, rozwijać gospodarkę, krzewić poczucie polskości w codziennym życiu. Nasz bohater założył rodzinę. Ożenił się z wiktorią Kozanecką z Samborka. Nie miał jednak spokoju: Kasperek nękał go na różne sposoby. Chcąc zapewnić rodzinie normalne życie Pachel wyprowadził się ze Skawiny. Chleb był wszędzie potrzebny, więc założył piekarnie w Świątnikach Górnych i Gdowie. Przez kilka lat wypiekał pieczywo w zakładzie karnym w Wiśniczu. Pomagał kółkom rolniczym w zakładaniu piekarni w Gorlicach i Ciężkowicach. Pod koniec życia osiadł w Wieliczce, gdzie działał w Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”.
Państwo Pachlowie mieli sporą gromadkę dzieci — sześciu synów i trzy córki. Wszystkie wykształcili, wszystkie nauczyli miłości do Polski, wszystkie swą pracą i całym życiem służyły społeczeństwu.
Feliks Piotr Pachel zmarł w 1913 r. w Wieliczce. W pamięci skawinian i wieliczan zachował się jako człowiek wielkiej prawości i oddany sprawie narodowej patriota.

 

autor: Anna Kudela

rysunek: Magdalena Szynkarczuk

 

Materiał opracowany w ramach współfinansowanego ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej projektu:

"Skawiniacy w siedmiomilowych butach – jesteśmy z jednej bajki"

Drukuj Drukuj