Wolontariusz senior
Z WIZYTĄ U MATEJKI

Z WIZYTĄ U MATEJKI

7. listopada bieżącego roku grupa beneficjentów projektu "Z jaskini do gwiazd" po raz kolejny zwiedzała w Krakowie miejsce związane ze sztuką. Wyjątkowo nie było to typowe muzeum, a raczej kulisy powstawania idei twórczej, zaplecze pomysłów naznaczone biograficznym akcentem ‒ Dom Jana Matejki. Kamienica, w której wielki polski artysta urodził się, tworzył i zmarł znajduje się przy ulicy Floriańskiej i dwa lata po jego odejściu została udostępniona zwiedzającym. Już bowiem w 1895 roku wiele osób chciało dowiedzieć się, jak wyglądało prywatne otoczenie autora "Hołdu pruskiego". W 1904 roku budynek został oddziałem Muzeum Narodowego w Krakowie.
   W tym wyjątkowym miejscu perspektywy spoglądania na twórczość Matejki przeplatają się. Na pewno ważne są wątki z jego życia. Można się dowiedzieć wiele na temat stosunków z ojcem, rodzeństwem oraz prześledzić drogi rozwoju i edukacji malarza. Dodatkowo wyjaśniona zostaje trudna relacja z żoną Teodorą Giebułtowską, również zdradzającą niemały talent plastyczny, o czym świadczą jej rysunki stanowiące część ekspozycji. Uważana za despotyczną i histeryczną kobieta przez wiele lat była muzą malarza, dlatego też swoje rysy często użyczała królowej Bonie bądź innym postaciom historycznym, uwiecznianym na monumentalnych obrazach męża. Gdy zaś z uwagi na słaby stan zdrowia "udawała się do wód", Matejko próbował portretować inne kobiety. Nielicznie przypadki o takim charakterze uznać trzeba za Matejki działalność konspiracyjną. Teodora z zazdrości chętnie wpadała w szał, by pod koniec życia zgubić się w prawdziwym obłędzie.
    Oprócz bycia świadkiem perypetii małżeńskich Dom Jana Matejki to także magazyn ważnych dla artysty artefaktów. Starając się zachować historyczną wierność na swoich obrazach, Matejko zbierał różne przedmioty: azjatyckie tradycyjne miecze, narzędzia tortur, stroje z poszczególnych epok. Zresztą z kwestią autentyzmu związana jest ciekawa sprawa. Na studium do obrazu "Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem" przy lewej nodze uczonego leży luneta. Ostateczna wersja dzieła nie zawiera tego elementu. Matejko w międzyczasie dowiedział się, że w czasach Kopernika lunet jeszcze nie było. Wnikliwość pozwoliła uchronić się przed błędem.
Zwiedzając poszczególne piętra trzeba ciągle krążyć po wąskich, krętych schodach. Wrażenie zawirowania potęguje przyjemne poczucie osaczenia przez ducha artysty. Szczególnie w jego pracowni. Paleta z zaschniętymi farbami jednoznacznie wskazuje, gdzie twórca siedział i podnosił rękę w kreacyjnym geście. Grupę ze Skawiny, oprócz licznych dzieł sztuki, zainteresował obecny w tym pomieszczeniu wypchany koń z ozdobnym rzędem ‒ symboliczny ślad batalistycznych fascynacji, tak dobrze znanych z twórczości Matejki. Warto też zwrócić uwagę na rozmiar pracowni. Biorąc pod uwagę, jak wielkie obrazy tworzył mistrz, trudno wyobrazić sobie proces ich powstawania w tym miejscu. Co prawda Matejko korzystał z kilku pracowni, ale żadna z nich nie gwarantowała odpowiedniej przestrzeni do pełnego oglądu powstających dzieł. Dlatego część wnikliwych odbiorców wytyka problemy z perspektywą. Na to jednak skawinianie uwagi nie zwracali. Skupili się na tle towarzyszącym sztuce, sytuacji artysty i zjawiskach, które go inspirowały i ciekawiły. A było ich niezwykle wiele.

Projekt współfinansowany ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020

 

Drukuj Drukuj